Życiorys Siostry dr Klary Fietz

 

6. Promocja i praca w gimnazjum

       Z bardzo dobrą oceną dysertacji i po jednogłośnym „z wyróżnieniem" zdaniem egzaminów ustnych, została s. Klara 20 lipca 1932 r. promowana na doktora filozofii. W ciągu 1933 roku zdała nauczycielskie egzaminy kwalifikacyjne z obu przedmiotów. Uzyskała też wymagane styryjskie, a z tym i austriackie obywatelstwo. Równocześnie objęła kilka godzin nauczania w gimnazjum. Wakacje letnie spędziła s. Klara po raz ostatni w rodzinnych stronach.

Po promocji doktorskiej, 20 lipca 1932. Fotografia pochodzi z książki: O. dr Basilius Senger OSB - STWORZONA DO MIŁOŚCI. Siostra dr Klara Fietz - pedagog. Komitet Siostra Klara Fietz, Graz,  1996.

       Teraz miał się rozpocząć nowy, decydujący okres w jej życiu. Jesienią 1933 r. przeniosła się do Grazu, do „Klasztoru miejskiego", znajdującego się na lewym brzegu rzeki Mur, gdzie znajdowało się gimnazjum. Tu została w pełni zatrudniona jako pedagog. Czuła się wyrwana z wiejskiego otoczenia Eggenbergu, które bardzo odpowiadało jej z powodu bliskiej łączności z przyrodą. Odczuwała brak zielonych łąk, lasu, kwiatów i zwierząt. Teraz mogła tylko z okna swojego pokoju, ponad dachami, oglądać w dali zalesione wzgórza otaczające Graz. Ta zmiana i życie w mieście ograniczały ją.

       We wspólnocie sióstr powstawały pewne napięcia, wynikające ze zróżnicowanego stopnia wykształcenia i zaangażowania. Do tej pory s. Klara spotykała się tylko z sympatią i czuła się aprobowana przez wszystkich. Teraz bolała z powodu pewnych nowych doznań. Pierwszy „doktor" wśród sióstr, to było coś nowego, co potęgowało napięcia. Do tego dochodził codzienny trud pracy w szkole, który mimo radosnego stosunku do pracy nauczycielskiej, pochłaniał jej wszystkie siły. Nic dziwnego, że czasami powstawały w niej uczucia frustracji i pustki. Jednak głęboka pobożność pozwoliła jej te trudności przezwyciężać.

       Oprócz nauczania objęła s. Klara opiekę nad biblioteką nauczycieli i uczniów. Przede wszystkim ta ostatnia wymagała wiele wysiłku. O jej sumienności świadczy to, że z zasady nie podawała książki dalej, jeśli przedtem sama jej nie przeczytała. Ta praca w bibliotece bardzo leżała jej na sercu, gdyż dawała okazję rozmowy z dziewczętami poza godzinami szkolnymi. Uczennice chętnie przyjmowały jej rady. Tu też otwierało się owocne pole dalszego oddziaływania wychowawczego na młodzież.

       W owym czasie, mianowicie około roku 1933, dokonał się nowy przełom w życiu s. Klary. Ta wszechstronnie uzdolniona osoba, która sprawdziła się jako naukowiec i pedagog, była również mistycznie ubogaconą zakonnicą. Dlatego chciała zaraz po ukończeniu nauki w szkole w szczególny sposób oddać się pielęgnacji życia zakonnego. Zaczęła prowadzić dziennik duchowy. Pobudzona na rekolekcjach, aby nie ulec swoistemu złudzeniu, postanowiła powierzyć się stałemu kierownikowi duchowemu. Był to spowiednik sióstr domu macierzystego, ojciec duchowny Lorenz Brandstätter. Dziennik miał być jej pomocą i źródłem w przekazywaniu mu danych o sobie. Dla lepszego zrozumienia, zapisywała w dzienniku także liczne listy, zwłaszcza te, które pisała do zaufanych sobie ludzi.

       O tej przełomowej fazie w swym życiu pisze w liście do ojca duchownego dnia 18 października 1933 r.: „Wdzięczna wyznaję to Bogu, że ukazał mi w czasie tegorocznych rekolekcji, że dla mnie może istnieć tylko jedno: Bóg i zainteresowanie Nim, i że moje osobiste życie duchowne jak i moja zewnętrzna działalność całkowicie ukierunkowana musi być na ten cel. Mogę powiedzieć, że Bóg sam ochrania ten wewnętrzny zachwyt i moje wewnętrzne dążenie. Zapewne Zbawiciel ułatwia mi to i udziela radości".

       22 grudnia 1933 r. po wyznaniu pewnego zwątpienia, rozdrażnienia i rozczarowania pisze: „Bóg jest tak dobry. On znów pobudził moją wolę. Odczuwam, jak chce mnie do siebie przyciągnąć. Czasem dociera do mej świadomości w sposób namacalny, że w moim życiu chodzi tylko o jedno: Kochać Go. Skłonność do samotności i ciszy posiadam z natury. Zazdroszczę wszystkim, którzy tak łatwo mogą się śmiać i być wesołymi". A mimo to uchodziła s. Klara za człowieka zawsze radosnego, uprzejmego i grzecznego, niestrudzenie gotowego do pomocy. Zaś o jej wewnętrznych bogatych przeżyciach trudno było się domyślać.

       24 stycznia 1934 r. pisze do ojca duchownego: „Bóg jest niewypowiedzianie dobry dla mnie. Oczekiwałam z wewnętrzną radością przyjścia Pana. Jeszcze w noc Bożego Narodzenia panowała we mnie ciemność. Przyszłe życie w służbie Boga wydawało mi się szare i puste, przepełnione walką. Ta myśl gnębiła mnie i budziła zniechęcenie. Wtedy walczyłam z sobą i Bóg dał mi zwycięstwo. Wyraziłam chęć podjęcia wszelkich walk i trudności teraz oraz w przyszłym życiu, i wtedy nastało we mnie Boże Narodzenie. Odtąd postępuję w świetle. Dwa razy jeszcze w czasie ferii bożonarodzeniowych powstała we mnie troska o przyszłość. Ale obecnie nie myślę już o tym. Wszystko postawiłam na Boga".

       25 lutego 1934: „To co mnie określa, co znajduje w centrum mojego życia wewnętrznego, jest obecnie głód Boga. Moim jedynym pragnieniem jest to, by całkiem przestać istnieć, zatonąć w Nim i cała w Nim się zatracić. Ta tęsknota jest uszczęśliwiająca i bolesna zarazem. Wydaje mi się, że jestem jak ptak, który chce wznieść się, ale zawsze uderza o ściany swojej klatki. Teraz dopiero zrozumiałam dlaczego ziemia jest miejscem wygnania".

       Mistyczny stosunek jej duszy do Boga, który z całą słusznością można określić jako jej właściwe życie, utrzymywała s. Klara w starannym ukryciu przed kimkolwiek. Nie rozmawiała z nikim o tym, tylko ze swoim kierownikiem duchowym. Po jej śmierci dopiero dziennik odkrył jej cudowną tajemnicę.

       Teraz to już prawie nie zaskakuje, gdy dowiadujemy się, że s. Klara była bardzo poszukiwaną doradczynią. Nie tylko uczennice, lecz także rodzice i współsiostry szukały u niej rady w różnych potrzebach i trudnościach. Siostrzanie, uprzejmie i bez natręctwa, ale stanowczo rozmawiała ze swymi partnerami. Miała wybitnie delikatne wyczucie i wielki szacunek wobec tajemnicy drugiego człowieka. Wychodziła zawsze z tego założenia: Bóg jest dobry dla każdego człowieka. „Wtedy będzie wszystko łatwe, jeśli we wszystkim dostrzeżemy Miłość i sami w miłości i z miłości będziemy działać. Na tej drodze znajduje się szczęście naszego życia".

       Dlatego, że s. Klara miała zdolności poetyckie, przymuszono ją, by napisała sztukę sceniczną na pewną uroczystość wspólnoty klasztornej. W lutym 1934 r. w czasie, gdy szkoła była zamknięta z powodu niepokojów politycznych, napisała sztukę teatralną, której nadała tytuł: „Droga mistyczna duszy". W tym utworze została ukazana droga, którą sama szła, co ją napełniało i podnosiło. W obrazie „duszy" przedstawia też swoje własne walki i doświadczenia, a na końcu życia pełnego walki i cierpienia przedstawia uprzedzająco swoją śmierć. Zwyciężają: wiara i miłość.

       Ze zdumieniem należy się zapytać, jak s. Klara mogła podołać tym licznym nałożonym na nią obowiązkom. Jej norma pracy była mocno przekroczona. Do tego powtarzały się w tym czasie raz po raz ataki choroby, powstałej już w 1930 r., które były obecnie przyczyną niejednej nieprzespanej, męczącej nocy. Niczego jednak nie spostrzegły zarówno współsiostry, jak i uczennice. W grudniu 1934 r. zapisła w dzienniku: "Ja znam tylko niewiele godzin, w których bym nic nie musiała znosić dla Jezusa. Najczęściej jednak inni o tym nic nie wiedzą. To bardzo mi odpowiada, a tę historię mojego cierpienia ma znać tylko Bóg".

       Z obowiązku musiała jednak powiadomić o tym przełożonych. W czasie wakacji letnich w 1934 r. została gruntownie przebadana w szpitalu Sióstr Elżbietanek w Grazu. Zalecone leczenie wątroby nie doprowadziło do poprawy. Siostra Klara prowadziła dalej w pełni działalność szkolną aż do marca 1935 roku, kiedy to w czasie konferencji szkolnej zasłabła. Przeprowadzone badania w okręgowym szpitalu w Grazu nie dały jasnego rozpoznania, a dopiero jej własne wskazania doprowadziły do stwierdzenia gruźlicy jelit. Przy ówczesnym stanie medycyny lekarze byli bezradni. Można było tylko podjąć się leczenia operacyjnego. Operację dokonano na początku kwietnia, stwierdzając bardzo daleko posunięte stadium choroby. Siostra Klara, która nie łudziła się, przypuszczała, że pozostało jej jeszcze okołu dwu lat życia. Siostry jednak nie zauważyły prawdziwego, bardzo tragicznego jej stanu zdrowia.

       W Gröbming (dolina rzeki Enns) miała s. Klara dojść do siebie. Łagodny klimat tej miejscowości przyczyniał się, że tamtejszy dom Sióstr Szkolnych był ulubionym miejscem pobytu w czasie wakacji letnich Sióstr z Eggenbergu. Jak tylko zakończył się rok szkolny, od razu przybywały tu siostry na wakacje. Siostra Klara nie mogła odbywać wspólnych wycieczek. Szła jednak dalej wiernie drogą życia klasztornego. Jedna z sióstr podaje: „Kiedy rano przychodziłyśmy do kaplicy, s. Klara już tam była, zaś wieczorem pozostawała w niej jeszcze, gdy my wychodziłyśmy. Kiedy w ciągu dnia wstępowało się do kaplicy, spotykano ją tam często. Wszystkim siostrom czyściła buty, o ile udało jej się je zdobyć. Przy wspólnym stole była pogodna, przysłuchiwała się chętnie rozmowom sióstr, które opowiadały o swoich wycieczkach. Śmiała się chętnie z ich żartów". Wszyscy czuli się dobrze w jej obecności.

       Po wakacjach poczuła się s. Klara na tyle silną, by rozpocząć nowy rok szkolny 1935/36. Miała jednak zamieszkać w Eggenbergu, gdzie miała świeże powietrze oraz kontakt z przyrodą. W gimnazjum przydzielono jej mniej godzin. Przełożeni nie rezygnowali w dalszym ciągu z planu, by s. Klarze powierzyć w przyszłości kierownictwo szkoły. W godzinach popołudniowych była wprowadzana do prac w sekretariacie dyrekcji.

       W Eggenbergu w dalszym ciągu brała udział w klasztornym porządku życia. Wszyscy w życiu codziennym mieli okazję poznać jej bezgraniczną gotowość do pomocy. Dlatego, że przyjmowanie pokarmów stałych połączone było z dolegliwościami i bólami, ukrywając to, codziennie usługiwała do stołu. Siostra Klara spontanicznie spostrzegała, gdzie potrzebna jest pomoc, niosąc ją tam nawet nie proszona. Jej przyjazna osobowość ułatwiała wielu, by u niej szukać rady i pomocy. Jej gotowość do wszechstronnej pomocy każdemu powodowała, że przygotowanie materiałów do zajęć szkolnych przesuwać musiała na późne godziny nocne. Mimo interwencji przełożonych, dodawano jej nieraz jakieś uciążliwe zajęcia. Dlatego zaś, że s. Klara znosiła swe cierpienia w całkowitym ukryciu, wspólnota sióstr prawie zupełnie zapominała o jej poważnej chorobie.

Siostra Klara Fietz, 1936 - rok przed śmiercią. Fotografia pochodzi z książki: O. dr Basilius Senger OSB - STWORZONA DO MIŁOŚCI. Siostra dr Klara Fietz - pedagog. Komitet Siostra Klara Fietz, Graz,  1996.

       Mimo największych bólów pozostawała wesoła i spełniała swoje obowiązki bez skargi. Trzeba ją było bardzo dobrze znać, by domyślać się jej cierpienia. Większość widziała tylko jej przyjazny uśmiech i stałą troskę o innych. Jej choroby i gorączkowania nie można było u niej zauważyć. W miesiącach letnich 1936 roku siostry domu macierzystego posłały ją w zastępstwie na prowincjalną kapitułę. 30 maja 1936 r. pisze s. Klara do swego ojca duchownego: „Miłość jest moim całym życiem wewnętrznym. Moje rozmyślania i dążenia w dzień można wyrazić w dwóch słowach: Chwała i miłość i to, co z nich pochodzi. Mam wrażenie. że nigdy nie będę mogła tego wyczerpać. Pragnienie Boga jest moim wielkim szczęściem i moim wielkim cierpieniem".

       W gimnazjum w Grazu rok szkolny 1936 zamknął się pierwszą maturą. Dwanaście maturzystek wybrało geografię jako przedmiot egzaminu. Jest to przekonywającym znakiem pedagogicznych, a także ludzkich umiejętności s. Klary.

       W czasie trwania kapituły prowincjalnej podano jej do wiadomości, że jest przewidziana na urząd dyrektorki gimnazjum. Potrzebowała czasu i mocy, by pogodzić się z tym postanowieniem. W międzyczasie bowiem tak bardzo nastawiła się na życie wewnętrzne, a przyjęcie tego urzędu, z wieloma przeróżnymi sprawami, wydawało jej się ciężarem nie do uniesienia. Jednak znów pisała w dzienniku: „Tak, ja chcę, o mój Boże, ja chcę...".

       Po wakacjach w 1936 r., które znowu spędziła w Gröbming, s. Klara ponownie miała przeprowadzić się do Grazu, aby tam wprawiać się do objęcia z nowym rokiem kierownictwa szkoły. Do tego doszło jeszcze kierowanie przygotowaniami do uroczystego wystawienia sztuki teatralnej na początku grudnia. Ta dodatkowa praca kosztowała s. Klarę ostatnie jej siły.

       Zadziwiającym jest, że współsiostry oraz pozostałe otoczenie nie zauważało poważnej sytuacji zdrowotnej s. Klary, że jej siły się kończą. Nie chciano w to uwierzyć i wciąż uważano, że solidny wypoczynek może ją znów postawić na nogi. Rzeczywiście s. Klara nie skarżyła się także i teraz, promieniowała, ożywiała się i była dla wszystkich obecna i miła. Było nie do pomyślenia, że mogłoby być inaczej. Leczący ją lekarz znał naturalnie jej prawdziwy stan zdrowia, pozostawił jednak siostry w ich przekonaniu, przewidując, że zaczęto by ją przesadnie pielęgnować, a to mogłoby s. Klarę niepokoić. Do s. Klary lekarz powiedział: „Z siostrą - to ciężka sprawa. Siostra przejrzy wszystko. Siostrze nie można nic wmówić". Siostra Klara przestała zażywać lekarstwa, które wprawdzie mogły spowodować obniżenie gorączki, ale równocześnie ograniczały świadomość. Wolała raczej cierpienia znosić świadomie, aniżeli trwać w jakimś zamroczeniu.

 

 

Źródło:
O. dr Basilius Senger OSB - STWORZONA DO MIŁOŚCI. Siostra dr Klara Fietz - pedagog.
Komitet Siostra Klara Fietz, Graz, 1996.

 

 


Życiorys
  • Rodzinne strony i dzieciństwo
  • Rozpoznanie powołania i decyzja
  • Matura i nowicjat
  • Czasowe śluby zakonne i studia
  • Śluby wieczyste i doktoranckie studia filozofii
  • Promocja i praca w gimnazjum
  • Pożegnanie ze szkołą i przygotowanie na drogę do wieczności
  • Powrót do Strony Głównej