.

 

      

 

EWUNIA

 


       "Święci i błogosławieni to chrześcijanie w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Chrześcijanami nazywamy się my wszyscy, którzy jesteśmy ochrzczeni i wierzymy w Chrystusa Pana. Uczestnictwo w świętości Boga samego jest powołaniem wszystkich, każdego i każdej! (...) Wymieńmy też Synów i Córki związanych z ziemią rzeszowską: ks. Jana Balickiego, ks. Bronisława Markiewicza, siostrę Leonię Nastałówną i Kolumbę Białecką, ojca Wenantego Katarzyńca. ks. Augusta Czartoryskiego". Te słowa wypowiedział Ojciec Święty Jan Paweł II w Rzeszowie 2 czerwca 1991 roku podczas beatyfikacji biskupa Józefa Pelczara. Wspomniane wyżej przez papieża osoby czekają na beatyfikację. A może nadejdzie taki dzień, że do Rzeszowa przyjedzie Ojciec Święty by beatyfikować EWĘ COP?

 

       Była jeszcze dzieckiem. Miała zaledwie czternaście lat, gdy odchodziła z tego świata. Ci, którzy ją znali wierzą, że poszła do nieba. Była tak inna od swych koleżanek z klasy, ze szkoły... Gdy otrzymała pamiątkowy obrazek z okazji przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej na jego odwrocie napisała:

       1. Żaden dzień bez modlitwy.
       2. Żadna niedziela bez Mszy Św.
       3. Zawsze bez grzechu ciężkiego.
       4. Zawsze przyznam się do wiary.

       Tak napisała i temu była wierna. Tak mówi o Ewuni jej koleżanka z klasy Ewelina: "W jej domu panowała cisza, było tak jakoś spokojnie i... trochę jak w świątyni. Wiedziałyśmy, że często chodzi do kościoła i umie się modlić, co było dla nas dziwne. Umiała Boga prosić, ale i Bogu dziękować. My umiałyśmy tylko prosić..". Natomiast jej ksiądz proboszcz Franciszek Kołodziej tak o niej powiedzial: "Jak na swój wiek była bardzo rozwinięta duchowo. W czasie Mszy Św. była bardzo skupiona i przeżywała głęboko Eucharystię. Wiem. że dużo się modliła i dusza jej była bliska Bogu".


Ewa Cop (1974 - 1988)

       Chciała być misjonarką. Prowadziła zeszyt, w którym zapisywała różne sprawy dotyczące misji, zakonów. Prowadziła korespondencję z siostrami zakonnymi i misjonarzami. Należała do Koła Misyjnego przy swojej parafii. Bardzo interesowała się żywotami świętych. Dużo o nich czytała. O świętej Marii Goretti zrobiła taką notatkę: "Jest to święta, którą bardzo trudno zrozumieć lub bardzo łatwo. To zależy, czy człowiek uznaje Chrytusowy sposób patrzenia na świat czy go odrzuca". Mając 12 lat sama zapisała się do Rodziny Różańcowej na Jasnej Górze. Należała do ruchu oazowego. Często pielgrzymowała do sanktuariów Matki Bożej. Jako dziesięcioletnie dziecko pieszo szła na Jasną Górę z pielgrzymką warszawską. Kochała Matkę Bożą. Kiedyś w swoim notatniku - pamiętniku napisała: "Maryjo, spraw niech będę kimś". Codziennie czytała Pismo Święte. A gdy Jej przyszło czytać Słowo Boże w kościele podczas Liturgii czytała trafniej niż dorośli. O godzinie 15.00 (godzina śmierci Pana Jezusa na krzyżu) choć była w mieszkaniu, nie było jej dla nikogo. Ona wtedy leżała krzyżem modląc się.

       Pan Bóg obdarzy! ją piękną urodą. Nie przeszkadzało jej to w tym, by być całą dla nieba. Miała duże poczucie humoru. Lubiła się bawić. Mieszkała jak tysiące polskich dzieci w bloku. Była półsierotą. Miała dwoje starszego rodzeństwa. Chodziła do szkoły podstawowej numer 8 w Rzeszowie. Chorowała tylko... jeden dzień. Jedna z jej nauczycielek powiedziała po jej śmierci: "...dobre, święte dziecko".

       Ewuni już nie ma ma na tej ziemi... zostawiła po sobie przepiękny wzór życia pełnego wiary i miłości, które wszystko umie: bawić się i modlić, uczyć i pokutować, we wszystkim widzieć Boga. Prawie codziennie brała udział we Mszy Świętej. Zapewne Pan Jezus już zaprosił ją na ucztę niebieską dzieci Bożych. Gdy umierają święci ludzie nikt nie powinien płakać, bo po śmierci idą zaraz do nieba... Trzeba nam więc cieszyć się i weselić, że wśród polskich dzieci była i taka dziewczynka jak Ewunia - EWA COP... "dobre, święte dziecko".

 

A.M.P.     

 

 

 

Źrodło: "Mały Przewodnik Katolicki", marzec 1994 r.

 

 

 


  • Inne artykuły

    Powrót do Strony Głównej